Dzisiaj jest Wtorek. 21 listopada 2017.
Imieniny obchodzą Janusz, Konrad, Albert.

Odszedł na wieczną służbę.

 

Odszedł na wieczną służbę.

 

Bryg. Jan Nowakowski - wieloletni Komendant sieradzkich strażaków, nasz szef i przyjaciel, pasjonat pożarnictwa, twórca struktur ratownictwa wodnego w Sieradzu, budowniczy naszej komendy. Od 2006 roku był w stanie spoczynku.

 

Oto kilka wspomnień komendanta Nowakowskiego które choć trochę pozwolą przybliżyć jego pogodną i nietuzinkową sylwetkę. Niniejszy tekst pochodzi z Monografii wydanej z okazji XXX-lecia zawodowego pożarnictwa w Sieradzu.

             Bryg. Jan Nowakowski


- Absolwent Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa 1978 – 1982

- Referent ds. prewencji w Komendzie Rejonowej Straży Pożarnych w Zduńskiej Woli 1982-1984

- Kierownik ds. prewencji w Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnych w Sieradzu 1984-1987

- Komendant Rejonowy Straży Pożarnych w Sieradzu (01.03.1987-31.12.1998)

- Z-ca Komendanta Powiatowego PSP w Sieradzu ( 01.01.1999 – 30.06.2006)

 

W dniu 01.03.1987 roku na stanowisko Komendanta Rejonowego Straży Pożarnych w Sieradzu powołany zostaje kpt. Jan Nowakowski – dotychczasowy kierownik ds. prewencji KW. Pierwsze lata rządów Komendanta Nowakowskiego to przede wszystkim plany i budowa siedziby nowej strażnicy dla potrzeb Komendy Wojewódzkiej, Komendy Rejonowej oraz Ośrodka Szkolenia. W to przedsięwzięcie kpt. Nowakowski włożył całe serce i stracił wiele zdrowia.

 

            W Sieradzu mieliśmy naprawdę dość trudne warunki porównując się chociażby z sąsiadami z innych komend. Z jednej strony niska kategoria naszej straży a z drugiej największa powierzchnia rejonu i liczba mieszkańców. Czynniki te powodowały, iż służba w Sieradzu do łatwych nie należała i ogromna pomoc w działaniach otrzymywaliśmy od ochotników. Tak jest zresztą do dziś, z tą jednak różnicą, że kiedyś to nasza komenda obsługiwała sprzęt OSP, naprawiała motopompy. Do nas należały naprawy samochodów, pozyskiwanie do nich części, co nie było wcale łatwe w tych czasach – wspomina bryg. Nowakowski. Mieliśmy wyszukane techniki. Zaopatrzeniowiec był wybrany nie przypadkowo. Sprawdził się nie raz. Wiedział, ze bez części ma nie wracać. Sposób był dość prosty i wypróbowany. Najpierw wykonywałem telefon do dyrektora znanych sieradzkich zakładów dziewiarskich, aby zapytać o możliwość zakupu po cenach fabrycznych konfekcji produkowanej przez SIRĘ (w tamtych czasach uznana marka nie tylko w kraju – przyp. autora). Towar ten był poszukiwany dużo bardziej niż części do naszego nieszczęsnego Jelcza. Z pozyskanym z SIRY towarem w postaci eksportowych kostiumów kąpielowych, nasz zaopatrzeniowiec udawał się do dziewcząt z działu zbytu w Jelczu-Laskowicach. Efekt mógł być tylko jeden. I tak to dzięki naszym sieradzkim szwaczkom można było skutecznie ratować pozostałą cześć ludności naszego rejonu i ich mienie. Pamiętam jeden wyjątek od tej reguły. Szczęki hamulcowe do Jelcza 004. Towar niezwykle deficytowy, nie do zdobycia nawet w Jelczu-Laskowicach. Skąd je w końcu nasz człowiek przywiózł – nie wiem ale, aby mieć odpowiednie „argumenty” prócz wyrobów SIRY musiał zabrać jeszcze trochę koców ze ZWOLTEXU. Taki system zaopatrzenia to żadna tajemnica dla tych którzy, choć trochę pamiętają te czasy, a dziś to świetna wylęgarnia dowcipów, lecz wtedy często wcale nie było nam do śmiechu.

 

 

Nowa siedziba

Od początku istnienia województwa sieradzkiego czyli od 01.06.1975 roku widziano potrzebę budowy obiektów straży dla KW SP i ZSP w Sieradzu. Nie było to jednak łatwe zadanie o czym wkrótce mieli się wszyscy przekonać. O szczegółach tej ogromnej inwestycji można się wiele dowiedzieć z kroniki budowy sieradzkiej strażnicy. W niniejszej publikacji zawarte zostały jedynie najciekawsze wspomnienia naszych strażaków. Wielu z nich bardzo miło przeżywa czasy życia koszarowego na „starej” komendzie. Atmosfera była fantastyczna i mimo trudnych warunków lokalowych i skromnych środków udawało się dobrze gospodarować.

 

Zgodnie z powiedzeniem „Do trzech razy sztuka” lokalizacja nowej strażnicy została zaakceptowana za trzecim razem. W maju 1978 roku pada propozycja budowy nowej strażnicy przy ulicy I-go maja, która już w sierpniu zostaje zmieniona na ulicę Armii Ludowej. Trwają prace przygotowawcze, obradują różne zespoły, odbywają się narady robocze. W kwietniu 1982 roku wobec długich starań Komendanta Wojewódzkiego, następuje kolejna, ostatnia zmiana lokalizacji.

 

We wrześniu 1987 roku Komendant Główny Straży Pożarnych płk. poż. Andrzej Stefanowski przy asyście władz miasta i funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej oraz Zawodowej Straży Pożarnej wmurował kamień węgielny pod przyszłą siedzibę sieradzkich strażaków.

 

Bryg. Jan Nowakowski:

Było to w na zachodnich obrzeżach miasta, delikatnie określając to miejsce.

Ulice żadne tu jeszcze nie wiodły. Z wielkim hukiem wieluńska firma przystąpiła do budowy. Długo się nie nabudowali. W pierwszych dniach przy pracach ziemnych natrafiono na pojedyncze pociski przeciwpancerne, które wyciągnęła koparka. I zaczęło się. Z takim trudem zdobyte środki finansowe, wykonawca, uzgodnienia, harmonogramy, wszystko zaczęło się walić. Wykonawca chciał się wycofać. Chcąc ratować sytuację, zaprosiłem mjr Grzegorza Nowaczyka – znajomego sapera z sieradzkiej Jednostki Wojskowej. Poprosiłem o pomoc w usunięciu i oczyszczeniu terenu. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, co przyniosą następne dni.

 

 Na terenach przewidzianych pod inwestycję w czasie wojny przebiegała planowana druga linia obrony Warty. Pozostała nieużyta. Walk nie było, a Niemcy wycofali się pozostawiając zakopaną w pośpiechu amunicję.

 

               Mjr Nowaczyk spowodował interwencję brygady saperów z Brzegu. Przyjechali, usunęli znalezione pociski i sprawdzili pozostały teren na miarę posiadanego sprzętu (na głębokość 30 cm) i stwierdzili, że można budować. Teren czysty. Zanim budowa znowu ruszyła nasz zaprzyjaźniony oficer przeprowadził według katalogu przyśpieszone szkolenie na wypadek ewentualnych kolejnych znalezisk. Żołnierz snując swe rozważania powodował, że budowlańcom włos jeżył się na głowie. Chcąc na przykład uspokoić operatora koparki przekonywał go, ze większość siły ewentualnej detonacji przejmie łyżka koparki. Nie wiedzieć czemu jakoś go to nie uspokoiło. Opowiadał, że wykopane pociski przeciwpancerne nie stanowiły dużego zagrożenia, nie posiadały uzbrojonych zapalników. Owszem, duże zagrożenie istnieje, ale ze strony pocisków moździerzowych, których niewielkie dotkniecie zapalnika może spowodować wybuch. Pokazując je w katalogu, przekonywał, że takich przecież nie znaleziono na budowie.

 

Prawie udobruchani budowlańcy po miesiącu przerwy przystąpili do dalszych prac. Rano budzi mnie telefon. Jestem wzywany pilnie na budowę. Brygada stała około 200 metrów od porzuconego sprzętu budowlanego. Kierownik budowy pokazał mi wykop, w którym znajdowało się kilkanaście pocisków moździerzowych –takich samych jak te z katalogu mjr Nowaczyka. Stało się jasne, że na jakiś czas z budowy nici. Przerwa kilka miesięcy. Próbowaliśmy znaleźć ekipę saperów ze sprzętem, który pozwoli na głębszą lokalizację. Przyjechali w końcu ci sami saperzy z Brzegu. Sprzęt za to mieli dużo lepszy, umożliwiający przeszukanie gruntu do głębokości 150 cm. Dziś, jak ktoś znajdzie niewypał na swojej działce, od razu powstaje afera na całego. Zabezpieczanie, ewakuacja, szczególne środki ostrożności. U nas przez dwa miesiące z placu budowy usunięto ponad 3 tysiące sztuk amunicji kal. 75 -150 mm nie licząc granatów i innych ciekawostek militarnych. Żołnierze jadący z Brzegu po te znaleziska nie wierzyli własnym oczom i wcześniejszym informacjom swoich kolegów saperów, co do ilości amunicji do przewiezienia.

 

Wreszcie budowa znów ruszyła. Oczywiście z kolejnymi perypetiami, jednak powoli do przodu prace się posuwały. Wspaniałym człowiekiem okazał się inż. Zenon Garyga – kierownik budowy. Dzięki naszym wspólnym fortelom udawało się pozyskiwać materiały i budowa została ukończona w zakresie podstawowym oraz w standardzie wykończenia niższym niż planowany. Resztę prac trzeba było dokończyć własnymi siłami. Skromna załoga ZSP i tak obciążona ilością akcji ratowniczych, musiała być w budowę poważnie zaangażowana.

 W dniu 15 czerwca 1992 roku rozpoczął się proces odbioru technicznego obiektu. Zanim to nastąpiło, 10 dni wcześniej tj. 5 czerwca Komendant Wojewódzki Straży Pożarnych w imieniu strażaków wystąpił do Przewodniczącego Rady Miejskiej w Sieradzu z wnioskiem o nadanie nazwy ulicy upamiętniającej sieradzkich strażaków, którzy zginęli w drodze do pożaru w roku 1975. Tak powstała ulica Romana Grzesika i Tomasz Piwnika, przy której zlokalizowana jest nasza Komenda.

 

Ratownictwo Wodne.

 

Bryg. Jan Nowakowski


Łodzie potrzebne do realizacji działań ratownictwa wodnego pozyskiwaliśmy w różny sposób. Najpierw w latach 80-tych pojawiły się łodzie typu ROMANA i silniki typu WICHER produkcji radzieckiej pływające zgodnie z zasadą „godzina pływania godzina naprawiania”. Później w latach 90-tych zrobiło się już zupełnie fajnie. Standard działań znacznie wzrósł. Zakupiliśmy ponton MARINES wraz z silnikiem MERCURY i było to już całkiem inne pływanie. Zmieniała się załoga, prócz nurków trzeba było szkoli również sterników motorowodnych. Każdy z nich musiał wypływać w roku określona ilość godzin. Zaczęła dojrzewać w nas potrzeba stworzenia bazy szkoleniowej dla potrzeb ratownictwa wodnego. Nasze starania zakończyły się dzierżawą kilkunastoarowej działki nad zbiornikiem Jeziorsko. Wkrótce dzięki sponsorom i pracy naszych strażaków pojawił się tam niewielki drewniany domek. Baza, która powstała w roku 1996 w miejscowości Zaspy Miłkowskie nad zalewem Jeziorsko służy do dziś. Odbywają się tam szkolenia naszych sterników, stermotorzystów i nurków. Po „powodzi stulecia” w 1997 roku zakupiono kolejny ponton Marines z mocniejszym - 50-cio konnym silnikiem JOHNSON. Cieszy mnie, jako emeryta że ratownictwo wodne w Sieradzu przetrwało. Że znaleźli się pasjonaci, którzy kontynuują te formę ratownictwa w Sieradzu, zważywszy iż nie jest obowiązkiem w każdej Komendzie posiadać sekcję nurków. O przyszłość jestem spokojny. Wystarczy wspomnieć że dzisiejszy kierowniczy duet sieradzkiej KP PSP to Komendant Albert Romek – nurek, uczestnik wielu obozów znający bolączki wodniaków i Z-ca Komendanta Waldemar Kosowski – stermotorzysta, żeglarz i zapalony wodniak. Ratownictwo wodne kumuluje znaczne koszty. Poszukiwanie ofiar utonięć, samochodów czy przedmiotów zatopionych przez przestępców to niezwykle kosztowne działania, które udźwignąć musi nasza komenda. Czekamy na lepsze czasy, w których tak jak kiedyś, w kosztach tego typu działań partycypować będzie prokuratura czy organy


Samorządowe.

            To jedynie niewielki skrawek bogatego życiorysu Komendanta Nowakowskiego. Nie opisano tu wielu akcji ratowniczych jakimi dowodził, jednak jego zaangażowanie, podejście do podwładnych i sposób bycia sprawiał, że zapamiętany zostanie przez nas jako ciepły, pogodny i oddany całym sercem straży pożarnej człowiek.

 

  

Takim Cię zapamiętamy Panie Komendancie.